Ewa Formella - Krótka opowieść wigilijna

Wyświetl całość

Krótka opowieść wigilijna

Przedświąteczna gonitwa, sprzątanie, zakupy, szukanie prezentów, które powinny być nietuzinkowe i praktyczne. Kolorowe światła miliona ozdób świątecznych i ten wszędobylski gwar, tłum i przekrzykujące – tak właśnie „przekrzykujące się” świąteczne piosenki i kolędy.

A może odrobina ciszy?

Zapachu sosen, świerków i prawdziwej zimowej aury?

A może by tak odrobina refleksji?

Bez radia, telewizji, przy odgłosach prawdziwego życia?

Kasia wyciągnęła z szafki plik pożółkłych zdjęć, wśród których była fotografia starej leśniczówki wujka Henryka. Wuj nie żył od kilku lat i wszyscy jakby zapomnieli o jego walącej się ruderze w środku lasu. Nikt            

z rodziny nie miał ochoty zająć się tym. Wujek był odludkiem, odkąd podczas porodu zmarła jego żona Lidzia i zabrała ze sobą ich jedyne dziecko – Anię, małą śliczną córeczkę.

Klucze do leśniczówki od lat leżały w szufladzie. Każdy mówił – kiedyś się tym zajmiemy i nie robił nic.

- Może spędzimy tegoroczne święta na Mazurach, w leśniczówce wuja Henia? – Kasia podeszła do męża i objęła go w pasie.

- Ciekawy pomysł, ale co na to reszta rodziny? – odpowiedział Janusz i uśmiechnął się.

- Eee tam – Kasia machnęła ręką. – Jak będą mieli ochotę to do nas dołączą.

Pojechali tydzień wcześniej. Dwa dni zajęło im uprzątnięcie kurzu i odchodów pozostawionych przez leśne zwierzęta, które znalazły gdzieś sobie małe sekretne wejście do leśniczówki. Po dwóch dniach w pomieszczeniu starego domu zagościło prawdziwe ciepło.

Nikt nie przyjechał.

Święta na bezludziu, bez tej sztucznej otoczki, dla każdego wydały się czymś nieatrakcyjnym.

Śnieg prószył przez cały dzień. Samochód wyglądał jak wielki bałwan leżący na podwórku. Delikatny mróz malował na szybach piękne wzory. W środku pachniało świecami, drewnem z kominka, makowcem i smażonymi rybami, które Janusz kupił od starego wędkarza, mieszkańca tej samej wsi.

Potrawy gotowane, smażone i pieczone przygotowali wspólnie, korzystając ze starego pieca typu Westfalka.

Podzielili się opłatkiem i zasiedli do wieczerzy wigilijnej. Do okien zaglądał księżyc ciekawy ludzkiej obecności w tym opuszczonym domu. Po kolacji, okryli się grubymi kocami i wyszli przed leśniczówkę z latarenkami na świece.

Kasia zaczęła śpiewać:

- Cicha noc, święta noc…

- Pokój niesie ludziom wszem… - dołączył Janusz.

Ich głosy niosły się po lesie razem z akompaniamentem cicho wiejącego wiatru i opadających płatków śniegu.

Pod ogromną sosną zabłysnęły dwa żółte punkciki. Jakiś mieszkaniec lasu zaciekawiony ich obecnością przyszedł zapewne sprawdzić, co się dzieje w starym, opuszczonym domu.

Podwórko oświetlał blask księżyca, ozdabiając wszystko wokół białymi, puszystymi, płatkami śniegu. Ziemia błyszczała mieniącymi się srebrzystymi drobinkami, które przypominały wielki srebrny dywan.

Cisza, pozbawiona miejskiego gwaru dodawała temu szczególnemu dniu, wyjątkowej świętości.

Kolęda niosła świąteczny nastrój, spokój i radość w najgłębsze zakamarki lasu. Wśród drzew otulonych białymi szatami śniegu coraz częściej pokazywały się małe, żółte punkciki.

Gdzieś w oddali zawtórował śpiewanej kolędzie skowyt. Może to wilk przyłączył się            

do kolędowania, a może jakiś pies przy zagrodzie, czekający na swoją wigilijną porcję smakołyku.

Kasia drgnęła, i mocniej przytuliła się do męża. Nie przerwała jednak swojego śpiewu.

Na niebie zaświeciła mocniej jedna z gwiazd i wolno zaczęła opadać w dół.

- Spójrz… spadająca gwiazda – wskazała w górę – pomyślmy życzenia.

- Ja już pomyślałem – szepnął Janusz.

- Pięknie tu, jak w bajce… - w głosie Kasi słychać było tęsknotę za czymś nieznanym i nostalgię wywołaną otaczającą ja aurą.

- Szkoda, że wcześniej nie pomyśleliśmy o tym, żeby przyjechać tu zimą – Janusz mocniej otulił się wełnianym kocem, przytulając żonę. – Wejdźmy do środka.

Kasia przytaknęła.

Usiedli na podłodze, na grubej, miękkiej i puszystej owczej skórze. Przy strzelających ogniem drewnianych polanach, wesoło tańczących w kominku nalali do kubków czerwonego wina i zaczęli przyglądać się            

wesołym językom płomieni.

- Jestem taka szczęśliwa – powiedziała Kasia. – Tak bardzo potrzebowałam tej ciszy i tego spokoju, że dopiero teraz zrozumiałam, co oznacza słowo „szczęście”.

- A ja dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego wuj Henry nigdy nie chciał przeprowadzić się do miasta – powiedział Janusz. – Myślałem, że życie bez cywilizacji, bez wygód nie jest możliwe w dzisiejszych czasach, a jednak…

Lekkie pukanie w okno przerwało im miłą pogawędkę.

Janusz wstał i wyszedł na ganek. Przed domem nie było nikogo. Wziął latarkę i obszedł budynek dookoła, nigdzie nie było żadnych śladów. Wrócił do środka i uśmiechnął się do siedzącej przed kominkiem żony.

Nie minęło dziesięć minut, a od strony okna znów dało się słyszeć cichutkie pukanie.

- To gałęzie starego drzewa rosnącego przy domu – powiedział Janusz uspokajając zaniepokojoną Lidię.

- Wujek Henio posadził ten klon jak się tutaj wprowadzili z ciocią Lidzią. Śmiał się zawsze i mówił, że to ich dziecko nowego życia – Kasia zamyśliła się. – Pamiętam jak drzewko rosło. Kiedy je pierwszy raz widziałam było mniejsze ode mnie, a teraz przewyższa dom.

Drzewo zastukało w okiennice jakby chciało potwierdzić słowa dziewczyny.

- Co roku wujostwo przed świętami sadzili na podwórku nowego iglaka i co roku przystrajali na podwórku inne drzewko. Nigdy nie wnosili choinki do domu – kontynuowała. – Babcia opowiadała, że każda ich świąteczna choinka, bez względu na to, czy był to świerk, jodła czy sosna, była ustrojona ręczne robionymi ozdobami. Wujek i ciocia potrafili wykonać cudeńka z wszystkiego, co wpadło im w ręce.

- Coraz bardziej żałuję, że nie mogłem tego zobaczyć – powiedział Janusz.

- Ja też tego nie widziałam. Zawsze wolałam spędzać święta w ciepłym, rodzinnym domu, gdzie od rana w radiu            

słychać było świąteczne melodie.

Długi wigilijny wieczór dobiegał końca. Kasia podeszła do okna i zapatrzyła się w jasną, rozświetloną księżycowym światłem noc. Wiatr wiał coraz silniej i białe, puszyste płatki delikatnie opadające na ziemię zaczęły przybierać postać zamieci. W pewnym momencie na podwórku stanęły trzy postaci wyglądające jak z baśni o królowej śniegu. Dwie dorosłe osoby trzymające między sobą za rączki, małe dziecko.

Kasia drgnęła.

- Janusz chodź szybko! – zawołała przepełniona euforią.

Mąż podszedł do okna i objął żonę ramieniem.

- Co takiego zobaczyłaś?

- Widzisz tam, pod tym dużym cisem? – Kasia wskazała ręką na piękne, pokryte białą szatą drzewo.

- Niczego nie widzę – Janusz wytężył wzrok, ale oprócz szalejących na wietrze płatków śniegu niczego nie zobaczył.

- Tam stoją jacyś ludzie. Patrz! – Kasia mówiła z coraz większym zachwytem.

- Kochanie, to twoja wyobraźnia – powiedział Janusz i pogłaskał żonę po ramieniu.

- Nie! - zawołała i narzucając na siebie kożuch, który pozostał w leśniczówce po cioci Lidzi wybiegła na zewnątrz.

Dobiegając do drzewa spojrzała w stronę okna domu. Za szybą nie było Janusza. Nagle wiatr uspokoił się i wokół zapanowała krótka ,przenikająca chłodem cisza. Z oka Kasi spłynęła łza, która zanim dotarła do końca policzka zamieniła się w lodową smugę.

Dziewczyna zamknęła oczy i mocniej owinęła się ciepłym kożuchem. Poczuła jak ciepła dłoń delikatnie dotyka jej policzka. Ciepłe usta całują jej lodowate czoło, a wokół robi się przyjemnie, cicho.

- Kasiu! Kasiu – z błogiego stanu wyrwał ją głos Janusza.

Wiatr ponownie zaczął swój zimowy taniec zawiei śnieżnej otaczając wszystko dookoła,            

wyjątkową śnieżycą.

- Kasiu! Wracaj do środka – Janusz stał w drzwiach, za którymi wesoło strzelały przyjemne płomienie ognia na kominku.

Dziewczyna spojrzała jeszcze raz na stojący przed nią cis i zawołała.

- Wesołych świąt wujku Heniu! Wesołych świąt ciociu Lidziu! Wesołych świąt Aniu! - radośnie okręciła się wokół i pobiegła, aby schronić się w ciepłym, przytulnym pomieszczeniu, które w tym roku nie stało puste i zapomniane.


Powrót do strony głównej

Fragmenty moich książek

Fragment książki Leśniczówka Fragment książki Pamiątka z Paryża Fragment książki Jutra nie będzie Fragment książki Lawenda Fragment książki Płacz Wilka